Polski rynek sztuki ma się lepiej czy nadal jesteśmy na końcu peletonu?
H.B.
Nie mam pojęcia. Od studiów mam swój własny rynek sztuki.
Często spotyka się Pani ze sztuką dla sztuki? Czy w obecnych czasach pieniądze ważniejsze są od prestiżu?
H.B.
Ze sztuką dla sztuki, spotykam się tylko u ludzi bardzo młodych, idealistów. W tej chwili nikogo nie stać na malowanie i przechowywanie wielkich płócien, jeśli nie ma zamówienia. Ja dla sztuki robię moje zabawne rzeźby ceramiczne.
Mieszkała Pani 8 lat w Stanach, jeździ ze swoimi wystawami po świecie. Jakie ma Pani spostrzeżenia co do promocji sztuki?
H.B.
Myślę, ze współpraca z dobrymi galeriami, daje rodzaj gwarancji, dobrej promocji. Są od tego specjaliści i to na całym świecie. Nie mam z tym problemów, ale pomagam osobiście i bardzo pilnuję, by wszystko podczas mojej wystawy było dopięte na ostatni guzik. Jak powinno się promować sztukę wśród młodych jak i starszych? H.B.
Nie ma wieku w rozmowach o sztuce i jej percepcji. Co to są "starzy", a do jakiego wieku jest "młody"? Jest to wyłącznie kwestia wrażliwości. Artyści żyją długo, do ponad 90 lat, sztuka relaksuje. Im dojrzalszy twórca, tym lepszy, w przeciwieństwie, do jednodniowych celebrytów. Media wystarczająco podejmują temat? H.B.
Media propagują prawie wyłącznie sztukę niższych lotów, bo odbiorca jest niewykształcony. To naturalne, ale przerażające. Za chwilę Wajdę zastąpi Doda, a Olejniczaka grający na bębnie analfabeta. Z czytaniem też u nas nie najlepiej. Z najnowszych badań przeprowadzonych na zlecenie Biblioteki Narodowej wynika, że aż 56 procent Polaków nie przeczytało w ostatnim roku żadnej książki. Jest to dla Pani zaskoczeniem? H.B.
Nie jestem zaskoczona, że Polacy nie czytają. Sama znam osoby, które nie czytają książek i się do tego przyznają. Ogólny poziom wykształcenia, brak dobrych wzorców, głupia sieczka w mediach, plus wyścig szczurów i walka o pieniądze wykluczają zainteresowanie ,czymś nawet o stopień wyższym. Każdy może się zgłosić do Pani pracowni , by namalowała Pani jego portret? H.B.
Nie rysuję każdego. Albo kogoś protegują znajomi, albo galeria. Decyduje uroda. Czasem odmawiam, bo nie rysuję np. grubasów. Często sama zapraszam jakieś interesujące osoby z mediów.
Woli Pani portretować mężczyznę czy kobietę? H.B.
Nie ma znaczenia, czy piękna jest kobieta, czy chłopak. Rysuję bardzo dużo mężczyzn-na ich zamówienie- choć się trochę wstydzą.
Jest Pani malarką, autorką książek, publicystką, zajmowała się Pani scenografią, ceramiką - która z tych rzeczy jest najbliższa Pani sercu? H.B.
Zawsze najbardziej lubię, to co akurat robię. Nie mam jakichś specjalnych marzeń, ale chętnie zajęłabym się szkłem artystycznym w jakiejś hucie produkującej kryształy. Porzeźbiłabym we szkle. Żałowała Pani kiedyś, że wróciła do Polski po ośmiu latach pobytu w Stanach? Świetnie dawała sobie tam Pani radę i pewnie z powodzeniem mogła działaś na tamtejszym rynku. H.B.
Wróciłam po "okrągłym stole", bo miałam nadzieję, że będę żyła w normalnym kraju. A tu piekło i głupota, ale lubię Polskę i mam tu wielu przyjaciół, oraz ustaloną pozycję, która pomaga wygodnie żyć, choć tęsknie za Nowym Jorkiem. Uchodzi Pani za osobę kontrowersyjną. Czy to pomaga we własnej promocji? H.B.
Jestem osobą normalną, trochę odbiegam od mieszczańskiej nudy i stagnacji. Nazywam to kontrowersyjnością, choć w swoim pojęciu, to ja jestem normą w XXI wieku. Reszta siedzi w XIX, ze swoimi weselami, imieninami, nadwagą i grillami, które są niemodne na świecie od 10 lat. Mam swoje środowisko i mało stykam się z tak zwanymi "Polakami-patriotami". Moja postawa przyciąga osoby młode i inteligentne, w każdym wieku. Dowodem jest poczytność mojego bloga. www.hanna.bakula. pl. Zapraszam. Akceptuje Pani siebie bez zastrzeżeń? H.B.
Nikt poza idiotą nie akceptuje siebie w 100%. Lubię swój sposób myślenia, szybkość i elastyczność, a nie lubię gwałtowności, narzucania innym tempa i zupełnego braku tolerancji, na głupotę, brak inteligencji, talentu i pieniactwo. To nasze narodowe cechy. To nie znaczy, żebym chciała być inna. Może ciut. Przeraża upływający czas? czy może zgadza się Pani z powiedzeniem, że " tyle ma się lat na ile się czuje"... H.B.
Czas mnie nudzi. Co dzień, nowy dzień. Nie jestem zwolenniczką tego, że ma się tyle lat, na ile się człowiek czuje. To mantra starzejących się facetów z andropauzą. Mam ile mam, a czuję się super, bo: nie jem mięsa, nie palę, jeżdżę na rowerze, używam doskonałych kosmetyków, chodzę do kosmetyczki i biorę masaże 2 razy w tygodniu. Dwa razy w roku, z grupą przyjaciół z całego świata, jadę na zabiegi rehabilitacyjne do Buska. Zwykle jest nas ponad 10 osób. Rano praca nad ciałem, wieczorami bankiety.Polecam Najlepszy sposób na relaks po ciężkim dniu... H.B.
Sposobem na relaks latem jest jazda na rowerze z Wilanowa do Powsina, a zimą brydż, albo kolacja z przyjaciółmi. Dużo czytam. Relaksuje mnie wszystko, co lubię robić. Malowanie i pisanie, ale jak jestem zmęczona uwielbiam spać. Bardzo odmładza bycie singlem i nie spowiadanie się komuś w sprawie powrotu do domu, czy wyjazdów. Nawet w stałych związkach i małżeństwach, mieszkam sama i mam swoje plany. Jest to sposób na nie przesypianie życia w pozornej wygodzie, ale wymaga silnego charakteru. Rozmawiała Anna Jońca
|